Dlaczego to robisz? Nie szkoda Ci czasu?

 

– Magda…Ty odkąd pamiętam ciągle walisz tym młotkiem w mur. Nie znużyło Cię to?
– Ciągle wierze, że może mi się udać. Taka nieuleczalna choroba. Nic na to nie poradzę Anita.
– Ale co pewien czas zmieniasz całkowicie kierunek walenia młotkiem
– Chodzi Ci o to, że nie idę cały czas konsekwentnie tą sama drogą?.
-No dokładnie
-Wiem..masz rację.  Wiele razy rezygnowałam, gdy to coś do czego szłam było już naprawdę blisko. Co jednak miałam zrobić, gdy to coś przestało mi sprawiać przyjemność? I mało tego, będąc bliżej celu widziałam to do czego dążyłam wyraźniej. Wtedy, gdy  mnie to kręciło nie wiedziałam tego wszystkiego co teraz wiem. Z daleka nie widać plam,  pęknięć i całej fuszerki. Gdy jesteś na wyciągniecie ręki to zupełnie inny obraz.
-Jaką masz pewność, że teraz  nie będzie znowu tak samo.
-Nie wiem tego. Samo dochodzenie do tego co mnie kręci jest dla mnie tak samo ważne jak ten cel. Też mnie to określa czy mi się to podoba czy nie…A Twoim zdaniem lepsze jest skupianie się na tak zwanym normalnym codziennym życiu i cieszeniu się nim?
– Chyba nie chciałabym całe życie iść pod górkę. Wolę mieć tyle co mam ale nie ryzykować.
– A ja wybieram inaczej. Mam do tego prawo. To jest zgodne z moim DNA. Taka już jestem…odkąd pamiętam. Myślę, że w końcu znajdę to coś co było tak samo pożądane na początku drogi jak i na końcu. Mam nadzieję, że wtedy będę mogła pracować przy tym do końca świata i jeden dzień dłużej.