Dostałam książkę o której słyszałam w trójce tyle dobrego i głośno wypowiedziałam życzenie. Chciałabym kupić sobie tą Stryjeńską. Zbliżały się wielkimi krokami moje urodziny zatem książka  przybyła do mnie szybciej niż się spodziewałam. Tempo materializacji- wręcz błyskawiczne. Tu doskonale sprawdza się powiedzenie: zwracaj uwagę o czym marzysz i myślisz, bo morze Ci się spełnić.


Jestem w połowie tej książki i jak dla mnie dobrowolne czytanie tej książki jest  to odmiana sado -maso. Mnóstwo nazwisk, dat, miejsc, a brak życia i energii. Brak wyraźnej ścieżki przez książkę, która można by było się z lekkością przechadzać z kartki na kartkę. Książka to relacja z życia Stryjeńskiej i próba dokładnego odwzorowania jej świata i życiorysu.

Zofia Stryjeńska- mocny i jedyny punkt książki

Postać Zofii  w tej książce jest  perłą. Nietuzinkowa, mocno zakręcona kobieta. No i oczywiście to najważniejsze, coś co w niej polubiłam.  To odwaga.  Sam wyjazd za granicę na uczelnie dla mężczyzn, bieganie na zajęcia w męskich gaciach, właśnie dlatego aby dotknąć tego skrawka sztuki, który dla kobiet był zakazany był wyczynem iście w stylu Bonda.  Podziwiamy zwykle osoby, które potrafią to  o czym my tylko marzymy i onanizujemy się moralnie na myśl o tym.

Osoba Stryjeńskiej została opisana jako tragikomiczna i absolutnie wykraczająca poza granice swoich czasów przez Agatę,, Endo’’ Nowicką. I to jedyne zdanie co do którego się zgadzam. Ta sama Pani napisała o brawurowym tempie książki. Nie wiem ile trzeba wypić, aby widzieć w tym brawurowe tempo…No ale ja się nie znam…:)
Charakterna kobieta ta Stryjeńska fakt…tylko jest małe ale…

Nawet  tak wyrazista postać  może być przedstawiana w strasznie nieudolny jak dla mnie sposób. Na tyle bezosobowo i nijak, że stoję na rozdrożu. Ciekawa jestem dalszych losów tej kobiety,  a jednocześnie przechodzenie z kartki na kartkę to katorżnicza robota.
Jak dotąd uknułam sobie swoją małą teorie na temat czytania książek. Książki to wybór dla mojej przyjemności. Każda książka to możliwość przeżycia nieskończonej ilości egzystencji  nie rezygnując jednocześnie z naszej.  To przyjemność czysta. A tu…?!
Jest ogromna chęć doczytania o tej niezwykłej kobiecie. Autor niestety nieustannie przeszkadza zrealizować ten cel,  przez sposób pisania.
Wiem, wiem. Jednemu się podoba córka, drugiemu teściowa. Mnie zdecydowanie ten sposób pisania nie leży. Na szczęście mogę jeszcze to głośno powiedzieć i napisać.

Czy warto brnąć w książki, które  nie sprawiają przyjemności?

old-books-436498_1920

Na dłuższą metę mogą nas na tyle zmasakrować psychicznie, że nie zabierzemy się długo za następną.
Z drugiej strony może nas ominąć wartościowe dzieło. Historia literatury, zresztą same lektury szkolne pokazują, że nie wszystko co wartościowe jest łatwe i przyjemne.
Zatapiać się w czytanie to przyjemność, którą teraz dozuje sobie w miarę swojego czasu. Nie muszę czytać wtedy,  gdy książka  mnie nie potrafi zniewolić na tyle, ze zarywam noce.
Czytać dalej czy nie czytać…oto jest pytanie?

Ja zabieram się za kolejną, a Ty jak sądzisz?
Madlennn