Chcemy aby czas się zatrzymał, kiedy w naszym  życiu w końcu dobrze się dzieje. Czerpiemy całymi garściami, upajamy się chwilą i tak dzień za dniem. Im dłużej trwa nasze szczęście, tym silniej przyzwyczajamy się do tego.
Zdarzyło mi się niejednokrotnie powiedzieć: ,, Czemu do cholery  nie może być cały czas tak dobrze?’’

Okazuje się jednak, że upadki, których doświadczmy i przeróżne podstępne zmory, które co pewien czas wyrywają nam  z trudem dogonione szczęście, są niezbędne.
Życie niejednokrotnie pokazało, że naszemu umysłowi nie służy pięciogwiazdkowe all inclusive dane na dłużej.
Bardzo dobrze obrazuje to zadziwiający przykład ze świata zwierząt.

Dorzućmy im wilki!

nature-938485_1920

Jakiś czas temu próbowano wprowadzić ponownie muflony, które wyginęły. Okazało się to bardzo trudne. Każda kolejna próba kończyła się niepowodzeniem, zwierzęta umierały.
Ktoś mądry wtedy powiedział: Dorzućmy im wilki !
Oczywiście było wielu, którzy uznali to za złośliwy żart, no bo jak? Jakiś poroniony pomysł!
Okazało się, że ktoś zaryzykował, wpuścił wilki, a zwierzęta właśnie wtedy, gdy musiały walczyć z wilkami o swoje terytorium do życia, zaadoptowały się w nowym środowisku.
Nie jesteśmy pod tym względem bardzo różni od muflonów. Człowiek aby dojrzewać i  rozwijać się, musi mieć sztuczne wilki.
Sztuczne wilki to nie tylko zewnętrzne  zagrożenia, to również nasze wyzwania. Sami je sobie stawiamy, a te z kolei wymagają od nas zmian i samodyscypliny.

Dla jednego z nas formą samodyscypliny może być dieta, dla innego codzienne czytanie pracy, a dla kogoś innego nauka hiszpańskiego. Jedno jest pewne- bez trzymania umysłu w karbach-popłyniemy. Mamy tendencje do odpowiadania na wyzwania rzeczywistości. Jeśli nie ma wyzwań, zaczynamy się cofać.

Własne definiowanie świata

Musimy dążyć do tego abyśmy sami definiowali sytuację, a nie żebyśmy przez tą sytuację byli definiowani.
Nas umysł, aby dobrze podejmować decyzję, powinien być niezmącony jak tafla jeziora. Chodzi o to , aby różne zagrażające wydarzenia nie stały się kamykami wrzucanymi do tego jeziora, które wywołują fale. Nasza tafla powinna być gładka. Do tego potrzebna jest nam samodyscyplina umysłu.
Aby odpowiadać na wyzwania codzienności możemy wspomóc się: medytacją, ćwiczeniami oddechowymi, naszymi indywidualnymi rytuałami, które wzmacniają naszą psychikę. Ludzie intuicyjnie wyczuwają to co dla nich lepsze.
Jeśli człowiek stawia sobie wyzwania i próbuje radzić sobie z własnymi ograniczeniami, to w sytuacji stresowej zupełnie inaczej reaguje od tego, który całe dnie przesiaduje na kanapie z pilotem w dłoni.

Trzymanie samodyscypliny przychodzi trudno…

Po raz kolejny jestem na diecie. Przybrałam znowu 5 kg. To pierwszy dzień, gdzie nie jem słodyczy.
Chodzę na kije-to mój sposób na trzymanie  przynajmniej okruchów samodyscypliny.
To mi pomaga. Gdy trzeba kolejny dzień odmówić sobie ulubionego cukierka z galaretką, to cała dziecięca część mnie protestuje. Jednak kiedy nasz umysł jest ćwiczony, coraz łatwiej przychodzi walka, a zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej.
Nasze sztuczne wilki pozwalają nam na szukanie nowych dróg. To jest powód, dla którego po kilku latach  firmy wymieniają pracowników na świeżą krew. Zwykle Ci starzy wyjadacze uwili sobie już ciepłe gniazdko, robią to co muszą i nie są już tak kreatywni jak na początku, gdy o wszystko musieli walczyć.
Skąd się bierze wypalenie zawodowe?
Przyzwyczajamy się do tego co jest , bo brakuje sztucznego wilka. Nie trzeba już walczyć…

A jak jest w związkach?

Na początku w każdym związku króluje niepewność, drugi człowiek jest dla nas wyzwaniem i staramy się robić wszystko aby go zdobyć. Staramy się usunąć wszystkie przeszkody używając wszystkiego co mamy dostępne. Co się dzieje po kilku latach między nami, a osobą na której nam zależy? Zaczyna się  efekt codzienności.
Jeśli nie uda nam się nadać nowej formy, nowych wyzwań to i tutaj dopadnie nas wypalenie.
Takie są prawa natury i funkcjonowania naszej psychiki.