Wszyscy się prześcigają, już nawet nie wiedzą w jakiej kategorii startują. Gdziekolwiek nie stawiam stopy, tam czuć w powietrzu stęchliznę stresu. Miejsc, gdzie można złapać oddech jest coraz mniej.


Wielu z nas nawet w domu czuje presję czasu, rywalizacji i powinności i pod podszewką nieświadomie przynosi  stres.
Nie wiem jak inni, ale ja nie chcę tak żyć! Zdecydowanie  wybieram życie slow. Nie każdy lubi kopać się z koniem.
Nie po drodze mi udawać, że uwielbiam jak plan goni plan, a ja z niepokojem patrzę na zegarek. Nie odpowiada mi panicznie prześlizgujące się pytanie ,, o czym mogłam zapomnieć?’’. Nie jest również przyjemny ten ból w dole brzucha.
Odkąd pamiętam lubiłam robić pewne rzeczy po swojemu i żyć po swojemu. Gdy poprzez to co robiłam, mój świat choć przez chwilę wyhamował, czułam się wspaniale. Doceniałam to.
Na świecie wokół nas jest tyle pięknych rzeczy, którymi możemy się cieszyć dopóki żyjemy. Niekoniecznie trzeba mieć gruby portfel, aby czuć się szczęśliwym.
O tym wszystkim niestety przypominamy sobie, gdy wylądujemy w szpitalu  lub jesteśmy na ostatnim pożegnaniu. Później zapominamy i znów żyjemy tak jak żyliśmy.
Jak zatem żyć, aby wykorzystywać to co daje nam życie i nie gonić jak wariat za ulotną marchewą?

Slow life.

To wprawdzie obcobrzmiące sformułowanie ale  dobrze mi się kojarzy. Kojarzy mi się z takim życiem, do którego dążę.
Slow to luksus bycia człowiekiem na co dzień. To życie wbrew szybkości lansowanej z każdej strony. To danie sobie prawa do przeżywania drobnych chwil szczęścia i pracy w swoim tempie.
Slow life to docenienie chwili, zapachu, dotyku i piękna wokół nas. Wśród  zawirowań w pracy, to właśnie myśl o tych chwilach nasyconych smakiem, zapachem, uśmiechem najbliższych,  dotykiem i ulotną atmosferą, pozwala nam przetrwać.
Zastanówcie się kiedy jesteście tak naprawdę szczęśliwi?

Jest zapewne wiele takich chwil, które ot tak po prostu przychodzą. To dar, na który sobie zasłużyliśmy bądź nie. Po prostu je dostajemy. Całą resztę serwujemy sobie sami. I o tą całą resztę właśnie chodzi. O ten czas  i sposób życia, na który  mamy wpływ.

Nasz wpływ na to co mamy

To ja mam wpływ na scenariusz mojego dnia. Mam wpływ na to  czy pójdę na spacer.  To ja zdecyduje, czy chce iść sama, czy z najbliższymi.  Wędrówki po łąkach,  wśród zbóż, to moje puzzle slow życia.  Uwielbiam zapach skoszonej trawy, zapach zbóż mieszający się z ziołami, no i to co najważniejsze -cisza…wkoło tylko śpiew ptaków.

do strony
To jest za darmo, a tak niewielu z nas to docenia.  To od nas zależy, czy poukładamy sobie tak wszystko wokół aby swoją uwagę kierować na to, co nas  ładuje pozytywnie i służy.
Powrót do czasu na popołudniową kawę w zaciszu dobrej restauracji jest również bezcenny. Czy koniecznie musimy tak sobie ustawiać życie aby jak niewolnik biec z językiem na brodzie  do domu, jeśli potrzebna nam jest chwila oddechu?
Jeśli chcę, to mogę cieszyć się tym wszystkim co dla mnie ważne w domu ale uwaga: cieszyć się, smakować a nie udawać, że dotykamy tego wszystkiego! Fałsz i pozorność slow odczuwamy sami.
Tego nie oszukamy. Jeśli oczywiście to nam jest potrzebne.
Są wśród nas tacy, którzy lubią być ciągle nakręceni i być w  środku jakiejś zawieruchy. Ok, czemu nie?
To jednak nie moje klimaty. Lubię ludzi doceniających piękno, wrażliwych i potrafiących zwolnić.  Tak jak napisałam w tytule, slow to nie jest droga dla wszystkich
Jeśli lubicie żyć wolniej, zauważacie piękno wokół i delektujecie się życiem, to wiecie o czym piszę. Wiecie również, że gdy Wasze życie weszło chwilowo na inny tor, cholernie brakuje  życia we własnym tempie…